Witaj na tym zupełnie fikcjonalnym blogu! Wszyscy bohaterowie zawarci w tej sztuce nie istnieją i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistego świata jest zupełnie przypadkowe! :)) Mamy nadzieję, że ci się spodoba :))) Jeśli nie jesteś Ewą pls leave its weird dude come one nie chcesz tego czytać uwierz mi
wtorek, 14 lipca 2020
Mitochondria
poniedziałek, 13 lipca 2020
Rozdział 3
Rozdział 3
Nikola pov:
Lara rzuciła piłkę o ścianę już tysięczny raz dzisiaj i złapała ją z gracją. Jej zadanie domowe z logarytmów leżało nietknięte na stole. Westchnęłam.
- Słońce, przestań już rzucać i zajmij się matematyką- powiedziałam.
- Ale mamo, muszę ćwiczyć na naszą nadchodzącą misję! Matematyka jest teraz nieważna, poza tym pani Nadkrólewicz i tak nie chce postawić mi 5 za mój ładny zeszyt!
Ah, no tak. Misja. Dziewczynki mówią o niej od miesięcy. Była finałowym aktem, który miał zniszczyć Efę raz na zawsze za jej przeszłe poczynienia. Miała zginąć za swoje haniebne zachowania z przeszłości. Nadal pamiętam, jak zepsuła mój biedny długopis, nie oddała Akacie pięciu złotych i obraziła biedne brwi Lary. Należało, by zapłaciła.
Ułożyłyśmy plan ślęcząc nocami podczas projektowania wioski w MyCrafcie. Nie był skomplikowany- miałyśmy ukraść jej najdroższą posesje, a dokładnie: podpisaną przez Stefę Mayor oryginalną książkę ,,Świt’’. Wiedziałam, że ceni ją nad życie. Gdy ją odbierzemy, nie zostanie jej nic.
Do kuchni weszła Akata. Niosła ze sobą przynajmniej 7 kubków przetrzymywanych w pokoju i resztki F R O G G Y bread, który pomogłam jej upiec wcześniej w tym tygodniu. Jej kieszeń od bluzy dziwnie się ruszała i rechotała co jakiś czas. Miałam tylko nadzieję, że jej froż jest szczęśliwy. Ukrywała go przed nami od miesięcy, a ja nie wiedziałam jak jej powiedzieć, że już zaakceptowałam go jako członka rodziny. Czasami nawet oddawałam mu nieudane wypieki, gdy siedzieliśmy długimi nocami podziwiając księżyc z małego okienka w naszej piwnicznej bazie.
Larry pov:
Widziałem wyraźnie, że Efa była przygnębiona. Smętnie przesuwała widelcem po swoim prawie pełnym talerzu, a jej karmelowo-dyniowo-czekoladowe macchiato stało nietknięte.
- Co tam?- zapytałem zmartwiony. Wcześniej odpowiadała mi o swojej dramie z Jacobem. Wydawało mi się, że kompletnie dramatyzował. A jeśli mówiłem to ja, to już musiało coś znaczyć.
- Ehhh nic- odpowiedziała raczej nieprzekonująco. Spojrzałem w jej kryształowe oczy. Widać było, że coś ją gnębi. Po chwili poddała się i zaczęła opowiadać.
- Mam wrażenie, że nie mogę czuć się szczęśliwa. No wiesz, niby mam Jacoba, ale… Sama nie wiem. Zawsze myślałam, że moje studenckie życie będzie takie super- codziennie jakieś wyjścia, rozwijanie pasji, koncerty…. zawsze chciałam grać na gitarzę i co z tego wyszło? DUpA.
Przestała mówić i wróciła do tępego patrzenia w przestrzeń. Zastanowiłem się. Wiedziałem, jak mogę jej pomóc, choćby przez chwilę.
- Wiesz co? Mój znajomy występuje dzisiaj w tym pubie w mieście. Chłopcy fajnie grają, a do tego są nawet nawet- mrugnąłem do niej.
- Sama nie wiem….
- No weź! Będzie fajnie i nareszcie oderwiesz się na moment od tych swoich zmartwień. Poza tym wcześniej pójdziemy do mnie i pokażę ci mój nowy booty guru makijaż.
Mimo słabych protestów zlapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem do mojego apartamentuu. Efa dała się zaprowadzić i usadzić na stołek przed moją podświetlaną toaletką, gdzie zrobiłem jej super mejk ap luk.
(tak wyglądał jej makijaż)
Wyjąłem z szafki zapasowe ubrania Efy, które zawsze trzymała tu na wypadek nagłych planów. Wyjąłem parę spranych jeansów o wysokim stanie, koszulkę z logo jej ulubionego zespołu i czarny choker, który idealnie dopełniał cały look. Sam szybko się przebrałem. Byliśmy gotowi wyjście.
Efa pov:
Weszliśmy do przyciemnionego pubu. W jednym rogu rozstawiona była niska drewniana scena. Na której sprzęt rozkładali członkowie kapeli. Zajęliśmy z Larrym dobre miejsca w pierwszym rzędzie. Widziałam całą scenę idealnie. Mężczyzna w blondzie, który chyba był wokalistą, właśnie kończył walkę z kablami. Gdy zaczął mówić cała widownia zamilkła.
- Hej, tu Burt Bobbein i miło was tu dzisiaj widzieć. Rozpoczniemy naszym starym kawałkiem. Wiem, że wszyscy go znacie, śpiewajcie z nami!
Banda rozpoczęła spokojną melodię a tłum od razu się ożywił. Zaczęłam słuchać.
She eyes me like a Pisces when I am weak
I've been locked inside your Heart-Shaped box for weeks
I've been drawn into your magnet tar pit trap
I wish I could eat your Cancer when you turn back
Gdy Burt skończył śpiewać pierwszą zwrotkę skupił swój zbłądzony wzrok i nagle nieoczekiwanie spojrzał prosto na mnie. Czas jakby stanął. Minęła maksymalnie może jedna sekunda, ale ja patrząc w jego błękitne oczy wszystko zrozumiałam.
Mój związek z Jacobem tylko mnie więził, byłam zamknięte w pudełku jego serca. Ale ja chciałam więcej. Chciałam poczuć coś nowego, chciałam poczuć się wolna, a nie uwięziona przez cały czas. Chyba wiedziałam, co muszę zrobić.
Resztę koncertu pamiętam jako wielką niewyraźną plamę. Kołysłam się z tłumem, skakałam i machałam rękami, a gdy ostatnia nuta utworu rozbrzmiała wiwatowałam razem z reszta. Ukradkiem otarłam łzę w kąciku oka, tak aby Larry nie zauważył. Nie chciałam, żeby myślał, że znowu jestem smutna, bo nie byłam. Czułam się dziwnie wolna. Nic już mnie nie trzymało. Wszystko było wspaniałe.
Larry krzknął coś do mnie, ale nie słyszałam nic przez hałas robiony przez publiczność. Po chwili złapał mnie za dłoń i zaczął prowadzić w kierunku drzwi za sceną. Czyżby chciał wyjść wcześniej? A może po prostu znowu postanowił, że to czas włamać się do barowej kuchni i pokazać im, jak się robi prawdziwe brytyjskie fisz ‘en czips? Już raz próbował, ale jedyne, co udało mu się uzyskać, to wieczny ban dla mnie i dla niego do choćby zbliżania się do lokalu. A szkoda, bo mieli tam dobre hotdogi.
Po chwili znaleźliśmy się na backstagu. Muzycy siedzieli na skrzynkach i popijali po występie, a ja nie miałam pojęcia, co tam robimy.
Larry podbiegł do perkusisty i objął ramionami jego szyję. Zostałam tam stojąc niezręcznie przy drzwiach ignorowana przez wszystkich. Skupiłam swój wzrok na pobliskim skrzyniach muzycznych gdy nagle usłyszałam głęboki głos.
- Co takiego pomyślałaś, gdy spojrzałem na ciebie wtedy?- zapytał Burt majstrując przy swojej gitarze.
- Wiem, że to może być głupie, ale… uświadomiłam sobie, że jestem wolna i… po prostu poczułam się tak szczęśliwa. No wiesz, coś jak ta Nirvana u buddystów.
Burt nagle wyciagnął notes z kieszeni i zaczął pisać. Zdezorientował mnie.
- Co robisz?
- Zapisuję propozycję nazwy naszego zespołu- widząc moje dalsze zdziwienie, pokazał mi ręką, żebym podeszła.
Trzymał w dłoni listę powykreślanych wyrazów, które najwyraźniej były propozycjami nazwy jego grupy.
Angry Samoans | Tooedgytoohandle | |
Skid Row | ||
Fecal Matter | ||
Ted Ed Fred. | ||
Nirvana |
Burt pochylił się do mnie, a ja czułam jego oddech na swoich wargach. Nagle uświadomiłam sobie, że mimo tego, że ja czułam już się wolna i gotowa zacząć od nowa, to nie powiedziałam nic Jacobowi. Mimo tego, że ostatnio słabo nam szło jako parze, to nadal zasługiwał na przeprosiny i oficjalny break-up. Odepchnęłam go i wstałam gwałtownie.
- Hmm.. jednak nie tak wolna jak mi się wydawało- powiedział Burt z uśmiechem, jakby spodziewał się, co miało się wydarzyć.
Szybkim krokiem podbiegłam do drzwi i weszłam do głównej części pubu, gdzie pozostały resztki ludzi uczęszczających koncert. Zebrali się w małe grupki rozmawiając i śmiejąc się, korzystając z uroków życia.
Wyszłam na zewnątrz i oparłam się o zimny beton ściany. Niebo było czarne jak heban, a para opuszczała moje usta w małych chmurkach. Jutro porozmawiam z Jacopem. A potem będe robiła wszystko, co chce.
Rozdział 2
Rozdział 2
Otworzyłam drzwi naszego mieszkania i od razu uderzył mnie aromat pieczonej wołowiny, ziemniaków z rozmarynem i szparagów na maśle. Odłożyłam swój trench na wieszak i zdjęłam moje czarne botki. Skierowałam się do łazienki rzucając Jacopowi krótkie ‘’kochanie wróciłam’’, ale nie dostałam lub nie usłyszałam odpowiedzi.
Po wyjściu z łazienki skierowałam się do kuchni. Powitał mnie widok smętnego Jacopa, siedzącego nad swoim talerzem, przerzucającego zimne i zwiędłe szparagi widelcem.
- Spóźniłaś się- powiedział Jacop nie podnosząc wzroku znad swojego talerza.
- Przepraszam MISIU PYSIU, ale naprawdę musiałam znaleźć tę książkę. Przecież wiesz jak zależy mi na tym egzaminie.
- No wiem.. wiem… ale i tak: zawsze jak się umawiamy przychodzisz spóźniona- dodał już mniej zirytowany Jacop.
- Przecież wiesz, że nie robię tego specjalnie- powiedziałam siadając naprzeciwko niego przy stole.
Jacop westchnął, ale wstał i przyniósł mi moją porcję z kuchni. Postawił ją przede mną i złożył pocałunek na mojej skroni. Uśmiechnęłam się do niego, a on zwrócił gest.
Od razu zabrałam się za przygotowany posiłek. Choć lekko zimny, nadal smakował wybornie. Jacop zawsze potrafił zachwycić mnie swoim gotowaniem. Gdy był młody, zamiast spędzać czas jak reszta chłopców łapiąc piłki, on uczył się gotować pod okiem swojej kochanej babci. Jeszcze w liceum byłam kilka razy ją odwiedzić. Razem z Jacopem przychodziliśmy do jej domku z ogrodem, gdzie pomagaliśmy jej zbierać owoce, kroić je na dżem a na końcu objadać się ciastkami z bitą śmietaną i domową konfiturą.
Jacop ciężko przyjął jej śmierć. Wakacje po ukończeniu liceum były dla niego jednocześnie najlepszym i najgorszym okresem. Z jednej strony dopiero co zaczęliśmy ze sobą chodzić, odkrywaliśmy uroki nastoletniej miłości. Jednak z drugiej strony odeszła jedna z najdroższych osób w jego życiu, ta która uczyła go gotować, majsterkować i łatać własne ubrania.
- Jest naprawdę pyszne, Jacop- powiedziałam patrząc prosto w jego ciemnobrązowe oczy.
Teraz już kompletnie rozchmurzony Jacop zaczął mi opowiadać o jego dniu w pracy. Siedzieliśmy tak rozmawiając aż skończyłam moją porcję obiadu,a potem przenieśliśmy się na kanapę, gdzie włączyłam pierwszy lepszy film na netfliksie.
Rozłożyliśmy się na kanapie przykryci kocem z designem One direction, który dał mi kiedyś Larry. Był to mój ulubiony zespół jeszcze w gimnazjum, a teraz funkcjonował raczej jako inside joke w naszej grupie. Moje nogi przeplatały się z nogami Jacopa, a jego palce rozczesywały raz po raz moje włosy. Po długim dniu poszukiwań byłam zmęczona, więc już w połowie pierwszego filmu zaczęłam przysypiać. Ostatnie, co zobaczyłam, to jakiegoś gościa w żółto-czarnym sweterku, pytającego mnie, czy lubię jazz….
____________________________
Obudziłam się w łóżku Jacopa. Najwyraźniej musiał mnie przenieść po tym jak zasnęłam wczoraj w nocy. Światło z niedomkniętych rolet padało na łóżko tworząc wąskie prostokąty oślepiającego blasku. Przeciągnęłam się, wyginając kręgosłup w kształt odwróconej litery c. Przewróciłam się na drugi bok, by powitać Jacopa, lecz jego strona łóżka była już pusta, a pościel starannie złożona. Westchnęłam. Chciałabym, żeby zostawał ze mną porankami, ale wiedziałam, że musi pracować. Jego zakład mechaniczny otwierał się z samego ranka, zabierając nam spokojne poranki spędzone razem w SWOICH OBJĘCIACH.
Powoli ściągnęłam się z łóżka. Poczłapałam w pół przytomna do łazienki, gdzie umyłam zęby swoją szczoteczką we wróżki.
Gdy kilka miesięcy temu narzekałam Jacopowi, że zawsze zapominałam przynieść swoją własną z domu, on przyniósł mi ze stacji benzynowej na rogu ten cud. Kiedyś, gdy się ją potrząsnęło, zaczynała świecić i grać cichą melodyjkę z bajki, lecz kilka miesięcy temu nastąpił jej smutny zgon. Byliśmy wtedy z Jacopem nie do końca trzeźwi i po prostu chcieliśmy sprawdzić czy szczoteczce wrzuconej do wanny z wodą uda się przeżyć. Z przerażającym jak z horroru krzykiem, szczoteczka grała swoją ostatnią pieśń, starając się z całej siły dać sobie pamiętliwe zakończenie. W końcu cała zanurzyła się pod wodę i przez kilka sekund było słychać zniekształcony opening bajki, aż ucichła na zawsze. Jacop wtedy prawie udusił się ze śmiechu i wpadł do wanny, nie dość że prawie się topiąc to jeszcze wylewając połowę wody na i tak już zmaltretowane kafle łazienki.
Uśmiechnęłam się do siebie w lustrze. Zapomniałam wczoraj zdjąć makijaż, i mimo tego, że wyglądałam jak szop pracz roześmiałam się. Mimo wczorajszego poirytowania Jacopem, byłam wdzięczna, że go miałam. Był moim najlepszym przyjacielem, sprawiał, że czułam się szczęśliwa. A to najważniejsze.
_________________________
Wróciłam do sypialni odświeżona. Sięgnęłam po telefon leżący na łóżku i zobaczyłam kaskadę nowych wiadomości. 29 z nich było od Larrego, wszystkie wysłane w przeciągu dwóch minut dokładnie od 4.17 do 4.19.
Chłopak ekscytował się wiadomościami o nowym comebacku swojego u-bandu ogłoszonego najwyraźniej o 4 nad ranem. Wysłała mu gif z Kim Kardashian w odpowiedzi, a potem przeszła do następnych wiadomości. Jedna z nich była od Jacopa. Napisał, że zostawił MI śniadanie w lodówce i życzył dobrego dnia. Odpowiedziałam serią EMODŻI SERC i przystknęłam szybkie zdjęcie, jak wyleguję się w jego łóżku. Została tylko jedna wiadomośc od nieznajomego numeru.
+532 666 869
Hej chcesz się dzisiaj spotkać [8:39]
? [8:51]
Ja:
?? [10:30]
a kto to? [10:30]
+532 666 869
Aj przperaszam
To ja
ZAnczy Cedrik
No wiesz
Z biblioteki
Borsuki
Angielski ten podręcznik ci oddałem
Ja:
Aaaa no tak miałeś napisać
Sedrik:
Hmm no to chialabyś się spotkać
No wiesz
Poczyć
Jak ci pasuje
Jak nie to nie musisz
Możesz sama wybrać kiedy
Jak ci pasuje
Mi zawsze pasuje
Jakby co
😃
Ja:
luzik
Możemy nawet dzisiaj jak ci pasuje bo ja chyba nic nie mam w planach
Sedrik:
super!!
Może tak o 14?
Ja:
jasne
wiesz gdzie jest kawiarnia Lithium?? To ta zaraz za biblioteką
Sedrik:
tak jasne wiem gdzie to
To widzimy się
niedługo
🦷
Ja:
???
Sedrik:
ojeny sorki
mialo byc
🦷
AAAAA
👋👋👋👋👋👋👋👋
Zakończyłam dziwną rozmowę z Sedrikiem i przeszłam do kuchni zjeść pozostawione mi śniadanie. Wyjęłam tacę z lodówki i powitał mnie smakowity widok tostów z awokado, mrożonej kawy z domowym syropem waniliowym i pokrojonych brzoskwiń. Zabrałam swoje śniadanie z powrotem do sypialni. Usadowiłam się wygodnie na łóżku i zaczęłam delektować się swoim pysznym domowym śniadaniem sprawdzając swoje statystyki na tiktoku. Dopiero co zaczynałam i nie szło mi najgorzej, ale denerwowali mnie ludzie którzy zdobywali miliony wyświetleń robiąc głupie tańce. Przewijając zobaczyłam jednego z nich. Miał czarną skórzaną kurtkę, jego włosy wyglądały jakby właśnie wstał z łóżka, ale wiedziałam, że na pewno spędził na nich przynajmniej godzinę nakładając różne żele i lakiery. Był blady i miał dziwnie żółte oczy, zapewne dzięki jednemu z filtrów. Stał tam i pozował do głupiej mainstreamowej piosenki tle. Prychnęłam. Wcale nie był bitch and a boss, ale może i błyszczał się podejrzanie na słońcu.
Dokończyłam mój tost i poszłam do łazienki przygotować się na spotkanie z Sedrikiem. Założyłam wygodny strój- w końcu szłam się uczyć a nie podbijać serca przypadkowych przechodniów. Założyłam czarne legginsy i za dużą bluzę, którą może kiedyś ukradłam Jacopowi. Spięłam włosy w kok i cały strój wykończyłam eleganckimi okularami przeciwsłonecznymi.
Nawet sobie nie uświadomiłam, ale było już piętnaście po drugiej. Chwyciłam szybko za torebkę i wybiegłam z domu na spotkanie ze światem.
____________________________
Sedrik POV:
Dobiegała 13. To oznaczało, że jeśli teraz wyjdę to będę miał 50 minut na znalezienie tej kawiarnie o której mówiła Efa, pięć minut na panikę przez drzwiami a potem elegancko wejdę pięć minut przed czasem. Na pewno będzie już na mnie czekać. Na pewno pomyśli, że ją wystawiłem, i sobie pójdzie.
Wybiegłem z domu szybko rzucając pożegnanie dziewczynie leżącej na kanapie. Odsypiała wczorajszą noc- po tym jak powiedziałem jej, że udało mi się umówić na wspólną naukę i wreszcie zacząłem zdobywać tych obiecanych przez wszystkich studenckich przyjaciół, wyjęła z komody starego szampana i w procesie otwierania zbiła zabytkową wazę od mojej mamy. Ale to było nieważne Esme też na pewno byłaby dumna.
Nagle uświadomiłem sobie, że nie mam pojęcia gdzie jestem. Całe to wspomnienie wczorajszej nocy kompletnie odwróciło moją uwagę od trasy i teraz znalazłem się po nieznanej stronie campusu wśród kompletnie nieznajomych ludzi.
Ale w sumie ludzie wszędzie byli nieznajomi, więc tutaj nie robiło tu tak dużej różnicy.
Podszedłem do planu uniwersytetu, na szczęście wywieszonej tutaj i oddalającej mnie od perspektywy zapytania kogokolwiek z tych ludzi o drogę. Przeanalizowałem mapę. Znajdowałem się w skrzydle z budynkami dla studentów prawa, czyli kompletnie nie tam, gdzie powinien być.
Ostatni raz rzuciłem okiem na mapę i skierowałem się chyba w kierunku biblioteki.
Jinmin POV:
Zaserwowałem kawę dziewczynie siedzącej w rogu kawiarni i wróciłem za ladę. Oparłem dłonie na ciemno drewnianym blacie z cichym westchnieniem. Dobijała godzina obiadowa, więc wnętrze kawiarni powoli się zapełniało. Studenci z całego campusu przychodzili tutaj siedzieć w wygodnych, miętowych fotelach, popijać jego wyśmienitą kawę i przynajmniej udawać, że uczą się do nadchodzących egzaminów. Przytulne wnętrze dawało idealne warunki do nauki, jedyne co było słychać to delikatne stukanie o klawiaturę i przewracanie ciężkich stron podręczników co jakiś czas. Zamknąłem oczy. Uwielbiałem spokój swojej kawiarni. Właśnie dlatego przyjechałem tu z Korei, żeby oddalić się od…. hmmm trudności dawnego życia. Mój spokój został jednak przerwany trzaśnięciem drzwi o ścianę kawiarni. W progu stał roztrzęsiony chłopak w sweterku w małe szopy trzymające się za ręce. Impet jego wejścia zrzucił ramkę ze zdjęciem z ściany, na co chłopak zareagował piskiem i rzucając się na ziemię. Nie wiedziałem co próbował osiągnąć, miałem tylko nadzieję, że nie zrzuci rośliny chwiejącej się na półce wyżej prosto na swoja głowę.
Wyszedłem zza lady i podałem rękę leżącej na ziemi ofierze losu.
- Wszystko okej?- zapytałem.
- Ja… ja bardzo przepraszam…- zaczął tłumaczyć się chłopak, ale nie pozwoliłem mu dokończyć.
- Proszę się nie martwić, średnio raz na tydzień ktoś tłucze te ramkę. Może to znak, że nie powinienem jej tu wieszać- próbowałem uspokoić chłopaka.
Gdy wreszcie podniósł się z ziemi, okazał się wyższy ode mnie. Prezentował się niezręcznie, czubki jego uszu były koloru karmazynu lecz krótkie spojrzenie w jego oczy mówiło, że chłopak skrywa jakieś sekrety.
- Ja uhmmm… jestem Sedrik i jestem tu umówiony
- Oczywiście- powiedziałem, nie za bardzo wiedząc co powiedzieć, ale wskazałem mu drogę do pustego stolika w rogu.
Cedrik usiadł sztywno wypatrując przez okno swojej randki, kolegi lub mamy- w końcu nie powiedział z kim się spotyka.
Wróciłem za ladę i zobaczyłem, że chłopak w końcu się rozluźnia. Oparł się niepewnie o oparcie fotela i wrócił do wypatrywania przez okno.
_________________________
W pół do trzeciej do kawiarni wbiegła Efa i podeszła do mnie pośpiesznym krokiem.
- Jest tu nadal taki wysoki koleś w swetrze?- zapytała lekko zdyszana.
Przez mój zdziwiony wzrok dodała:
- Umówiliśmy się na naukę.
- Aaaaa to wszystko wyjaśnia. Czeka tam na ciebie w rogu.
Efa POV:
Podeszłam szybko do Sedrika i przeprosiłam za spóźnienie zanim nawet zdążył się przywitać. Nie wydawał się zbytnio przejęty, ale postanowiłam kupić mu kawę za jego czekanie.
- Ja biorę Latte. A ty co byś chciał?- zapytałam.
- Uhm, to samo co ty- powiedział bez momentu zastanowienia.
Podeszłam do Jinmina za ladą i złożyłam zamówienie. Gdy spojrzałam na niego zachichotał.
- Co?- zapytałam rozbawiona.
Jinmin zachichotał ponownie
- Gdybyś nie umówiła się z tym Sedrikiem, sam bym go gdzieś wziął- mrugnął do mnie z uniesionymi brwiami.
- Ekskjuz mi, jak powiedziałam, jestem tu tylko razem się pouczyć. Przecież wiesz, że mam Jacopa
- No wiem, wiem. Tylko żartowałem. Przecież każdy wie, że jesteście naszą ulubioną parą.
Przewróciłam na niego oczami a on wybuchł w kolejna serię chichotów. Odwrócił się by zająć się naszym zamówieniem, a ja wróciłam wzrokiem do Sedrika. Jinmin miał rację, Sedrik należał do przystojnych, ale ja miałam Jacopa. Mówiłam to sobie ostatnio przy każdej z takich sytuacji. Nie byłam już pewna, czy to nadal prawda. Miałam szczęśliwe momenty z Jacopem, ale….
Otrząsnęłam się. Zaczynałam wymyślać. Wcale tak nie było. Z Jacopem byłam szczęśliwa.
Odebrałam kawy i nieuważnym krokiem skierowałam się z powrotem do Sedrika. Odwróciłam się na moment, bo Jinmin coś do mnie krzyknął i w tym samym momencie zaczęłam upadać prosto na karmazynowy sweter w szopy Sedrika. Czas jakby zwolnił. Zatrzymałam się w powietrzu centymetry od swetra niespodziewającego się nic Sedrika.
Nagle wszystko ruszyło z powrotem a ja razem z naszymi dwoma kawami wylądowałam na kolanach i swetrze Sedrika.
Spanikowana zaczęłam nerwowo wycierać serwetkami jego ubranie przepraszając bez końca. Sedrik był tak samo zagubiony jak ja, próbował raz po raz coś powiedzieć, ale jedyne co opuszczało jego usta to przypadkowe początki słów.
W pewnym momencie zebrał się w sobie i stanowczo podniósł mnie do góry za nadgarstki.
- Naprawdę nie musisz- powiedział uśmiechając się nieśmiałe.
- A co tu się dzieje, kurde bele mole?!- zapytał Jacop stojąc na progu kawiarnii.
Miał prawo być zdziwiony. Stałam centymetry od Sedrika, a on nadal ściskał w swoich smukłych dłoniach mój nadgarstek. Czułam jego oddech na policzku, gdy odwróciłam głowę w kierunku Jacopa.
- Jacop, mogę to wszystko wyjaśnić, to nie tak!...
Jacob odwrócił się o pięćset czterdzieści stopni i wybiegł z kawiarnii. Rzuciłam przepraszające spojrzenie w stronę Sedrika i zostawiłam go z Jinminem, który ukrywał się za ladą udawając, że nie słucha. Wybiegłam z kawiarnii i rozejrzałam się. Po lewej ani śladu Jacopa, natomiast z prawej strony udało mi się uchwycić skrawek jego ciemnych włosów. Pobiegłam za nim krzycząc jego imię.
- JACOP JACOP!!!!
Niespodziewanie zatrzymał się. Nie oczekiwałam tego, więc przystanęłam przed nim lekko zdyszana od siedmiometrowego sprintu.
- Jacobp, naprawdę nie jest tak jak myślisz…
- Niby jak? To mi wytłumacz.
- Pamiętasz jak mówiłam ci, że znalazłam tę książkę w bibliotece? To właśnie on pomógł mi ją znaleźć.
- I co to ma do tego?- zapytał Jacop zniecierpliwiony.
- Umówiliśmy się żeby uczyć się na ten końcowy egzamin z angielskiego, i się spóźniłam, i chciałam być miła, więc kupiłam kawę, ale jak poszłam ją odebrać to przewróciłam się na jego sweter w wełniane zwierzątka, próbowałam go wytrzeć, ale kazał mi przestać, i podniósł mnie z ziemi, a wtedy ty wszedłeś- powiedziałam wszystko na jednym wdechu zrozpaczona.
Widząc łzy formujące się w kącikach moich oczu Jacop otrząsnął się jak Cziłała. Przyciągnął mnie do siebie i uścisnął mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk.
- Przepraszam Efa, przecież wiesz, jak cię kocham… zrobiłem to tylko dlatego, że się o ciebie troszczę...
Milczałam. Jego powody wydawały mi się dziwne. Gdyby naprawdę mnie kochał nie uciekałby tak i pozwoliłby mi wytłumaczyć. Ale może wymyślam. Z drugiej strony jest już tak od kilku miesięcy, a ja nie wiem czy czuję się szczęśliwa.
Jacop uwolnił mnie z ucisku i wziął moją rękę.
- Chodź, kupię ci hot noga
Pozwoliłam mu się zaprowadzić do straganu.
- *:・゚✧(ꈍᴗꈍ)✧・゚: *:・゚✧(ꈍᴗꈍ)✧・゚:* *:・゚✧(ꈍᴗꈍ)✧・゚:*
Rozdział 1
Rozdział 1
The beginning of an end
Mój telefon zabrzęczał z nową wiadomością od Jacopa. Podniosłam swojego stłuczonego Iphona 11 pro i odblokowałam ekran. Na samej górze widniała nowa wiadomość od mojego chłopaka.
Jacop ❤️❤️❤️:
Czekam na ciebie skarbie! Obiad dzisiaj u mnie 😍 Kocham Cię ♥
Ja:
Jasne będę, ja cb też <33
Larry westchnął nad moim ramieniem i zachichotał.
- Co?- zapytałam z uniesionymi brwiami.
- To urocze, że nadal jest tak zgubiony w tobie jak na początku waszego związku- odpowiedział Larry.
- Co to ma znaczyć?
- No wiesz, wysyła ci urocze wiadomości, organizuje wspólne wieczory, co chwilę do ciebie pisze.
- No nie wiem, to powoli zaczyna robić się męczące...
Zanim mogłam rozwinąć o co mi chodzi, Jinmin przyszedł z naszymi kawami. Zamówiłam pumpkin spice latte, podczas gdy Larry wziął herbatę z mlekiem.
Obydwoje wzięliśmy łyk kaw zadowoleni podczas gdy Jinmin usiadł na sofie po drugiej stronie stolika.
- I jak przygotowania do egzaminów? Słyszałem, że GRYSZEL chce was zabić w tym roku...
Kierował to pytanie do mnie. Studiowałam filologię angielską u najsurowszej nauczycielki na całym uniwersytecie. Miała reputację wrednej wiedźmy, a fakt że ćwiczyła karate nie pomagał. Westchnęłam.
- Nie jest tak źle… Muszę jeszcze iść do biblioteki wypożyczyć kilka książek o present simple. Jak to ogarne to mam już całe studia skończone.
Gdy wybierałam ten kierunek wiedziałam, że będzie trudno. Dzięki wsparciu rodziców i Jacopa udało mi się dostać do wymarzonej szkoły w Irlandii, gdzie studiowali najlepsi studenci z całego świata. Mój chłopak przyjechał tu ze mną- po tym jak zaczęliśmy chodzić ze sobą na koniec liceum postanowił, że nie może mnie opuścić i jest gotowy wyjechać ze mną do kompletnie obcego kraju, nawet jeśli miało to oznaczać rozłąkę z jego klanem. Byłam super wdzięczna, że postanowił przyjechać ze mną i mnie wspierać, ale ostatnio zaczynał lekko wchodzić mi na nerwy… Moje myśli przerwał głośny śmiech Jinmina, po tym jak Larry skończył opowiadać swoją historię z ostatniej wizyty u fryzjera.
- ...i powiedziała, że moje końcówki są tak martwe jak królowa Angielska! Uwierzysz to? Co za sucz...
Jinmin zachichotał, ale jego radość została przerwana nową falą klientów wchodzących do kawiarni. Przeprosił nas i poszedł zajmować się zmęczonymi studentami.
Dopiliśmy nasze napoje z Larrym i wyszliśmy ze sklepu. Objęłam go na pożegnanie, a następnie obydwoje poszliśmy zająć się swoimi sprawami. Musiałam iść do biblioteki po tę książkę, a Larry szedł odwiedzić swojego chłopaka. Znam go od ostatnich 15 lat, a nadal nie wiem z kim się spotyka. Nigdy nie przyprowadza go na nasze spotkania, nawet w telefonie jest zapisany sekretnym kryptonimem. Wiem, bo raz próbowaliśmy z Jughedem włamać się do jego telefonu, po tym jak zasnął na przyjęciu. Nie osiągnęliśmy żadnych sukcesów, a do tego Larry nie odzywał się do mnie przez kolejne 3 dni.
Szłam przez teren uniwersytetu szybkim krokiem. Byłam ubrana w stylowy beżowy trench, bordowy golf, eleganckie ciemne spodnie z kantem i czarne botki na obcasie. Rano zrobiłam sobie szybki naturalny makijaż, ale dołożyłam krwiścieczeroną szminkę. Wyglądałam naturalnie, ale seksownie, i gdy przeszłam koło grupy chłopców z klubu sportowego, odwracali za mną głowy. Uśmiechnęłam się do siebie. Wiedziałam, że każdy z nich może tylko o mnie pomarzyć- nigdy nie zwróciłabym na nich uwagi.
Zbliżałam się do budynku biblioteki. Była to oszklona dwupiętrowa konstrukcja rozciągająca się prawie przez cały campus. Popołudniowe promienie słoneczne przechodziły przez szklany dach budynku, tworząc idealną atmosferę do nauki i robienia estetycznych zdjęć na instagrama.
Weszłam zdecydowanym krokiem do biblioteki, pokazałam moją kartę studencką i zaczęłam swoje poszukiwania podręczników od angielskiego.
Westchnęłam. To będzie trudne.
________________________
Po dwóch godzinach poszukiwań zaczynałam tracić resztki nadziei. Podręczniki od present simple były ukryte pomiędzy tysiącami naukowych tomów zebranych przez uczelnie. Były uważane za narodowy skarb. Ktokolwiek znalazł i opanował treść takiej książki, uważany był za bohatera narodowego i sama Elżbieta, nawet tak martwa jak końcówki Larrego, wręczała ci order za zasługi dla kraju.
Głupia Gryszel. Przeklnęłam pod nosem. Nie znajdę tej głupiej książki i nie zdam egzaminu z filologii angielskiej. Głupie studia.
Nagle resztki mojej nadziei kazały mi przejść do kolejnej alejki z książkami. Na środku stał wysoki chłopak w sweterku z małymi borsukami tańczącymi radośnie w parach. Był głęboko zajęty książką, szybko przewracał strony jakby właśnie odkrywał największą tajemnicę świata. Present simple! Wiedziałam, że to musi być to. Podbiegłam do niego prędkim krokiem.
- Przepraszam, ale czy to może książka potrzebna na egzamin z angielskiego? Wiesz, ta o present simple, co Gryszel kazała znaleźć.
Chłopak odwrócił wzrok od kartek i spojrzał na mnie z największym zdziwieniem w oczach.
- Ja… hmm… ja nie wiem o czym jest ta książka.
- Pokaż mi- powiedziałam, już zabierając mu tom z rąk. Przewróciłam kilka stron i nagle zobaczyłam to. Nareszcie. Wszystkie teorie. Wszystkie techniki. Każdy mały sekret jaki chciałabyś poznać o czasie teraźniejszym!
- Jestem Sedrik, tak przy okazji- powiedział lekko zażenowany chłopak, nie zwracając uwagi na moje szczęśliwe piski.
- Sedrik, dosłownie ratujesz mi życie!- krzyknęłam obejmując go w pasie.
- Ummmm…. nie ma sprawy- powiedział Sedrik jeszcze bardziej zażenowany.
- Jak chcesz to możemy się potem spotkać i razem się pouczyć, wtedy zaskoczymy Gryszel podwójnie!
Sedrik uśmiechnął się. Perspektywa uczenia się sekretnych technik angielskiego z ładnie ubraną dziewczyną z biblioteki nie wydawała się taka zła, nawet jeśli dana dziewczyna piszczała głośno gniotąc jego borsuczy sweterek.
- Jestem Efa, tak przy okazji- powiedziałam używając jego wcześniejszych słów.
Sedrik uśmiechnął się niepewnie, po czym ja wybuchnęłam śmiechem. Dałam mu karteczkę z moim numerem, żebyśmy mogli umówić się na wspólną naukę później i poleciałam do Jacopa- i tak byłam już spóźniona na naszą wspólną kolację, ale nie przejmowałam się za mocno- znalazłam książkę i chciałam pokonać Gryszel raz na zawsze.