poniedziałek, 13 lipca 2020

Rozdział 2

Rozdział 2


    Otworzyłam drzwi naszego mieszkania i od razu uderzył mnie aromat pieczonej wołowiny, ziemniaków z rozmarynem i szparagów na maśle. Odłożyłam swój trench na wieszak i zdjęłam moje czarne botki. Skierowałam się do łazienki rzucając Jacopowi krótkie ‘’kochanie wróciłam’’, ale nie dostałam lub nie usłyszałam odpowiedzi. 

  

     Po wyjściu z łazienki skierowałam się do kuchni. Powitał mnie widok smętnego Jacopa, siedzącego nad swoim talerzem, przerzucającego zimne i zwiędłe szparagi widelcem.

- Spóźniłaś się- powiedział Jacop nie podnosząc wzroku znad swojego talerza.

- Przepraszam MISIU PYSIU, ale naprawdę musiałam znaleźć tę książkę. Przecież wiesz jak zależy mi na tym egzaminie. 

- No wiem.. wiem… ale i tak: zawsze jak się umawiamy przychodzisz spóźniona- dodał już mniej zirytowany Jacop.

- Przecież wiesz, że nie robię tego specjalnie- powiedziałam siadając naprzeciwko niego przy stole.

    Jacop westchnął, ale wstał i przyniósł mi moją porcję z kuchni. Postawił ją przede mną i złożył pocałunek na mojej skroni. Uśmiechnęłam się do niego, a on zwrócił gest. 

    Od razu zabrałam się za przygotowany posiłek. Choć lekko zimny, nadal smakował wybornie. Jacop zawsze potrafił zachwycić mnie swoim gotowaniem. Gdy był młody, zamiast spędzać czas jak reszta chłopców łapiąc piłki, on uczył się gotować pod okiem swojej kochanej babci. Jeszcze w liceum byłam kilka razy ją odwiedzić. Razem z Jacopem przychodziliśmy do jej domku z ogrodem, gdzie pomagaliśmy jej zbierać owoce, kroić je na dżem a na końcu objadać się ciastkami z bitą śmietaną i domową konfiturą. 

    Jacop ciężko przyjął jej śmierć. Wakacje po ukończeniu liceum były dla niego jednocześnie najlepszym i najgorszym okresem. Z jednej strony dopiero co zaczęliśmy ze sobą chodzić, odkrywaliśmy uroki nastoletniej miłości. Jednak z drugiej strony odeszła jedna z najdroższych osób w jego życiu, ta która uczyła go gotować, majsterkować i łatać własne ubrania. 

- Jest naprawdę pyszne, Jacop- powiedziałam patrząc prosto w jego ciemnobrązowe oczy.

    Teraz już kompletnie rozchmurzony Jacop zaczął mi opowiadać o jego dniu w pracy. Siedzieliśmy tak rozmawiając aż skończyłam moją porcję obiadu,a potem przenieśliśmy się na kanapę, gdzie włączyłam pierwszy lepszy film na netfliksie. 

    Rozłożyliśmy się na kanapie przykryci kocem z designem One direction, który dał mi kiedyś Larry. Był to mój ulubiony zespół jeszcze w gimnazjum, a teraz funkcjonował raczej jako inside joke w naszej grupie. Moje nogi przeplatały się z nogami Jacopa, a jego palce rozczesywały raz po raz moje włosy. Po długim dniu poszukiwań byłam zmęczona, więc już w połowie pierwszego filmu zaczęłam przysypiać. Ostatnie, co zobaczyłam, to jakiegoś gościa w żółto-czarnym sweterku, pytającego mnie, czy lubię jazz….


____________________________


    Obudziłam się w łóżku Jacopa. Najwyraźniej musiał mnie przenieść po tym jak zasnęłam wczoraj w nocy. Światło z niedomkniętych rolet padało na łóżko tworząc wąskie prostokąty oślepiającego blasku. Przeciągnęłam się, wyginając kręgosłup w kształt odwróconej litery c. Przewróciłam się na drugi bok, by powitać Jacopa, lecz jego strona łóżka była już pusta, a pościel starannie złożona. Westchnęłam. Chciałabym, żeby zostawał ze mną porankami, ale wiedziałam, że musi pracować. Jego zakład mechaniczny otwierał się z samego ranka, zabierając nam spokojne poranki spędzone razem w SWOICH OBJĘCIACH.

    Powoli ściągnęłam się z łóżka. Poczłapałam w pół przytomna do łazienki, gdzie umyłam zęby swoją szczoteczką we wróżki.

    Gdy kilka miesięcy temu narzekałam Jacopowi, że zawsze zapominałam przynieść swoją własną z domu, on przyniósł mi ze stacji benzynowej na rogu ten cud. Kiedyś, gdy się ją potrząsnęło, zaczynała świecić i grać cichą melodyjkę z bajki, lecz kilka miesięcy temu nastąpił jej smutny zgon. Byliśmy wtedy z Jacopem nie do końca trzeźwi i po prostu chcieliśmy sprawdzić czy szczoteczce wrzuconej do wanny z wodą uda się przeżyć. Z przerażającym jak z horroru krzykiem, szczoteczka grała swoją ostatnią pieśń, starając się z całej siły dać sobie pamiętliwe zakończenie. W końcu cała zanurzyła się pod wodę i przez kilka sekund było słychać zniekształcony opening bajki, aż ucichła na zawsze. Jacop wtedy prawie udusił się ze śmiechu i wpadł do wanny, nie dość że prawie się topiąc to jeszcze wylewając połowę wody na i tak już zmaltretowane kafle łazienki.

    Uśmiechnęłam się do siebie w lustrze. Zapomniałam wczoraj zdjąć makijaż, i mimo tego, że wyglądałam jak szop pracz roześmiałam się. Mimo wczorajszego poirytowania Jacopem, byłam wdzięczna, że go miałam. Był moim najlepszym przyjacielem, sprawiał, że czułam się szczęśliwa. A to najważniejsze.


_________________________


    Wróciłam do sypialni odświeżona. Sięgnęłam po telefon leżący na łóżku i zobaczyłam kaskadę nowych wiadomości. 29 z nich było od Larrego, wszystkie wysłane w przeciągu dwóch minut dokładnie od 4.17 do 4.19.

Chłopak ekscytował się wiadomościami o nowym comebacku swojego u-bandu ogłoszonego najwyraźniej o 4 nad ranem. Wysłała mu gif z Kim Kardashian w odpowiedzi, a potem przeszła do następnych wiadomości. Jedna z nich była od Jacopa. Napisał, że zostawił MI śniadanie w lodówce i życzył dobrego dnia. Odpowiedziałam serią EMODŻI SERC i przystknęłam szybkie zdjęcie, jak wyleguję się w jego łóżku. Została tylko jedna wiadomośc od nieznajomego numeru.




+532 666 869

Hej chcesz się dzisiaj spotkać [8:39]


? [8:51]


Ja: 

?? [10:30]

a kto to? [10:30]



+532 666 869

Aj przperaszam

To ja

ZAnczy Cedrik

No wiesz

Z biblioteki

Borsuki

Angielski ten podręcznik ci oddałem


Ja:

Aaaa no tak miałeś napisać


Sedrik:

Hmm no to chialabyś się spotkać

No wiesz 

Poczyć

Jak ci pasuje

Jak nie to nie musisz 

Możesz sama wybrać kiedy

Jak ci pasuje

Mi zawsze pasuje

Jakby co

😃


Ja:

luzik

Możemy nawet dzisiaj jak ci pasuje bo ja chyba nic nie mam w planach


Sedrik:

super!!

Może tak o 14?


Ja:

jasne 

wiesz gdzie jest kawiarnia Lithium?? To ta zaraz za biblioteką


Sedrik:

tak jasne wiem gdzie to

To widzimy się

niedługo 

🦷


Ja:

???


Sedrik:

ojeny sorki

mialo byc 

🦷

AAAAA

👋👋👋👋👋👋👋👋



    Zakończyłam dziwną rozmowę z Sedrikiem i przeszłam do kuchni zjeść pozostawione mi śniadanie. Wyjęłam tacę z lodówki i powitał mnie smakowity widok tostów z awokado, mrożonej kawy z domowym syropem waniliowym i pokrojonych brzoskwiń. Zabrałam swoje śniadanie z powrotem do sypialni.            Usadowiłam się wygodnie na łóżku i zaczęłam delektować się swoim pysznym domowym śniadaniem sprawdzając swoje statystyki na tiktoku.                 Dopiero co zaczynałam i nie szło mi najgorzej, ale denerwowali mnie ludzie którzy zdobywali miliony wyświetleń robiąc głupie tańce. Przewijając zobaczyłam jednego z nich. Miał czarną skórzaną kurtkę, jego włosy wyglądały jakby właśnie wstał z łóżka, ale wiedziałam, że na pewno spędził na nich przynajmniej godzinę nakładając różne żele i lakiery. Był blady i miał dziwnie żółte oczy, zapewne dzięki jednemu z filtrów. Stał tam i pozował do głupiej mainstreamowej piosenki tle. Prychnęłam. Wcale nie był bitch and a boss, ale może i błyszczał się podejrzanie na słońcu.

    Dokończyłam mój tost i poszłam do łazienki przygotować się na spotkanie z Sedrikiem. Założyłam wygodny strój- w końcu szłam się uczyć a nie podbijać serca przypadkowych przechodniów. Założyłam czarne legginsy i za dużą bluzę, którą może kiedyś ukradłam Jacopowi. Spięłam włosy w kok i cały strój wykończyłam eleganckimi okularami przeciwsłonecznymi. 

Nawet sobie nie uświadomiłam, ale było już piętnaście po drugiej. Chwyciłam szybko za torebkę i wybiegłam z domu na spotkanie ze światem.


____________________________




Sedrik POV:

    Dobiegała 13. To oznaczało, że jeśli teraz wyjdę to będę miał 50 minut na znalezienie tej kawiarnie o której mówiła Efa, pięć minut na panikę przez drzwiami a potem elegancko wejdę pięć minut przed czasem. Na pewno będzie już na mnie czekać. Na pewno pomyśli, że ją wystawiłem, i sobie pójdzie.

Wybiegłem z domu szybko rzucając pożegnanie dziewczynie leżącej na kanapie. Odsypiała wczorajszą noc- po tym jak powiedziałem jej, że udało mi się umówić na wspólną naukę i wreszcie zacząłem zdobywać tych obiecanych przez wszystkich studenckich przyjaciół, wyjęła z komody starego szampana i w procesie otwierania zbiła zabytkową wazę od mojej mamy. Ale to było nieważne Esme też na pewno byłaby dumna.

    Nagle uświadomiłem sobie, że nie mam pojęcia gdzie jestem. Całe to wspomnienie wczorajszej nocy kompletnie odwróciło moją uwagę od trasy i teraz znalazłem się po nieznanej stronie campusu wśród kompletnie nieznajomych ludzi. 

Ale w sumie ludzie wszędzie byli nieznajomi, więc tutaj nie robiło tu tak dużej różnicy. 

    Podszedłem do planu uniwersytetu, na szczęście wywieszonej tutaj i oddalającej mnie od perspektywy zapytania kogokolwiek z tych ludzi o drogę. Przeanalizowałem mapę. Znajdowałem się w skrzydle z budynkami dla studentów prawa, czyli kompletnie nie tam, gdzie powinien być.

Ostatni raz rzuciłem okiem na mapę i skierowałem się chyba w kierunku biblioteki.  


Jinmin POV:

        Zaserwowałem kawę dziewczynie siedzącej w rogu kawiarni i wróciłem za ladę. Oparłem dłonie na ciemno drewnianym blacie z cichym westchnieniem. Dobijała godzina obiadowa, więc wnętrze kawiarni powoli się zapełniało.                 Studenci z całego campusu przychodzili tutaj siedzieć w wygodnych, miętowych fotelach, popijać jego wyśmienitą kawę i przynajmniej udawać, że uczą się do nadchodzących egzaminów. Przytulne wnętrze dawało idealne warunki do nauki, jedyne co było słychać to delikatne stukanie o klawiaturę i przewracanie ciężkich stron podręczników co jakiś czas. Zamknąłem oczy.             Uwielbiałem spokój swojej kawiarni. Właśnie dlatego przyjechałem tu z Korei, żeby oddalić się od…. hmmm trudności dawnego życia. Mój spokój został jednak przerwany trzaśnięciem drzwi o ścianę kawiarni. W progu stał roztrzęsiony chłopak w sweterku w małe szopy trzymające się za ręce. Impet jego wejścia zrzucił ramkę ze zdjęciem z ściany, na co chłopak zareagował piskiem i rzucając się na ziemię. Nie wiedziałem co próbował osiągnąć, miałem tylko nadzieję, że nie zrzuci rośliny chwiejącej się na półce wyżej prosto na swoja głowę.

Wyszedłem zza lady i podałem rękę leżącej na ziemi ofierze losu.

- Wszystko okej?- zapytałem.

- Ja… ja bardzo przepraszam…- zaczął tłumaczyć się chłopak, ale nie pozwoliłem mu dokończyć.

- Proszę się nie martwić, średnio raz na tydzień ktoś tłucze te ramkę. Może to znak, że nie powinienem jej tu wieszać- próbowałem uspokoić chłopaka.

    Gdy wreszcie podniósł się z ziemi, okazał się wyższy ode mnie. Prezentował się niezręcznie, czubki jego uszu były koloru karmazynu lecz krótkie spojrzenie w jego oczy mówiło, że chłopak skrywa jakieś sekrety.

- Ja uhmmm… jestem Sedrik i jestem tu umówiony

- Oczywiście- powiedziałem, nie za bardzo wiedząc co powiedzieć, ale wskazałem mu drogę do pustego stolika w rogu.

    Cedrik usiadł sztywno wypatrując przez okno swojej randki, kolegi lub mamy- w końcu nie powiedział z kim się spotyka.

    Wróciłem za ladę i zobaczyłem, że chłopak w końcu się rozluźnia. Oparł się niepewnie o oparcie fotela i wrócił do wypatrywania przez okno. 


_________________________


    W pół do trzeciej do kawiarni wbiegła Efa i podeszła do mnie pośpiesznym krokiem.

- Jest tu nadal taki wysoki koleś w swetrze?- zapytała lekko zdyszana.

Przez mój zdziwiony wzrok dodała:

- Umówiliśmy się na naukę.

- Aaaaa to wszystko wyjaśnia. Czeka tam na ciebie w rogu.


Efa POV:


    Podeszłam szybko do Sedrika i przeprosiłam za spóźnienie zanim nawet zdążył się przywitać. Nie wydawał się zbytnio przejęty, ale postanowiłam kupić mu kawę za jego czekanie.

- Ja biorę Latte. A ty co byś chciał?- zapytałam.

- Uhm, to samo co ty- powiedział bez momentu zastanowienia. 

Podeszłam do Jinmina za ladą i złożyłam zamówienie. Gdy spojrzałam na niego zachichotał.

- Co?- zapytałam rozbawiona.

Jinmin zachichotał ponownie

- Gdybyś nie umówiła się z tym Sedrikiem, sam bym go gdzieś wziął- mrugnął do mnie z uniesionymi brwiami.

- Ekskjuz mi, jak powiedziałam, jestem tu tylko razem się pouczyć. Przecież wiesz, że mam Jacopa

- No wiem, wiem. Tylko żartowałem. Przecież każdy wie, że jesteście naszą ulubioną parą.

    Przewróciłam na niego oczami a on wybuchł w kolejna serię chichotów. Odwrócił się by zająć się naszym zamówieniem, a ja wróciłam wzrokiem do Sedrika. Jinmin miał rację, Sedrik należał do przystojnych, ale ja miałam Jacopa. Mówiłam to sobie ostatnio przy każdej z takich sytuacji. Nie byłam już pewna, czy to nadal prawda. Miałam szczęśliwe momenty z Jacopem, ale…. 

Otrząsnęłam się. Zaczynałam wymyślać. Wcale tak nie było. Z Jacopem byłam szczęśliwa. 

    Odebrałam kawy i nieuważnym krokiem skierowałam się z powrotem do Sedrika. Odwróciłam się na moment, bo Jinmin coś do mnie krzyknął i w tym samym momencie zaczęłam upadać prosto na karmazynowy sweter w szopy Sedrika. Czas jakby zwolnił. Zatrzymałam się w powietrzu centymetry od swetra niespodziewającego się nic Sedrika.

    Nagle wszystko ruszyło z powrotem a ja razem z naszymi dwoma kawami wylądowałam na kolanach i swetrze Sedrika.

    Spanikowana zaczęłam nerwowo wycierać serwetkami jego ubranie przepraszając bez końca. Sedrik był tak samo zagubiony jak ja, próbował raz po raz coś powiedzieć, ale jedyne co opuszczało jego usta to przypadkowe początki słów.

    W pewnym momencie zebrał się w sobie i stanowczo podniósł mnie do góry za nadgarstki.

- Naprawdę nie musisz- powiedział uśmiechając się nieśmiałe.

- A co tu się dzieje, kurde bele mole?!- zapytał Jacop stojąc na progu kawiarnii.

    Miał prawo być zdziwiony. Stałam centymetry od Sedrika, a on nadal ściskał w swoich smukłych dłoniach mój nadgarstek. Czułam jego oddech na policzku, gdy odwróciłam głowę w kierunku Jacopa.

- Jacop, mogę to wszystko wyjaśnić, to nie tak!...

    Jacob odwrócił się o pięćset czterdzieści stopni i wybiegł z kawiarnii. Rzuciłam przepraszające spojrzenie w stronę Sedrika i zostawiłam go z Jinminem, który ukrywał się za ladą udawając, że nie słucha. Wybiegłam z kawiarnii i rozejrzałam się. Po lewej ani śladu Jacopa, natomiast z prawej strony udało mi się uchwycić skrawek jego ciemnych włosów. Pobiegłam za nim krzycząc jego imię.

- JACOP JACOP!!!!

Niespodziewanie zatrzymał się. Nie oczekiwałam tego, więc przystanęłam przed nim lekko zdyszana od siedmiometrowego sprintu.

- Jacobp, naprawdę nie jest tak jak myślisz…

- Niby jak? To mi wytłumacz.

- Pamiętasz jak mówiłam ci, że znalazłam tę książkę w bibliotece? To właśnie on pomógł mi ją znaleźć.

- I co to ma do tego?- zapytał Jacop zniecierpliwiony.

- Umówiliśmy się żeby uczyć się na ten końcowy egzamin z angielskiego, i się spóźniłam, i chciałam być miła, więc kupiłam kawę, ale jak poszłam ją odebrać to przewróciłam się na jego sweter w wełniane zwierzątka, próbowałam go wytrzeć, ale kazał mi przestać, i podniósł mnie z ziemi, a wtedy ty wszedłeś- powiedziałam wszystko na jednym wdechu zrozpaczona.

    Widząc łzy formujące się w kącikach moich oczu Jacop otrząsnął się jak Cziłała. Przyciągnął mnie do siebie i uścisnął mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk. 

- Przepraszam Efa, przecież wiesz, jak cię kocham…  zrobiłem to tylko dlatego, że się o ciebie troszczę...

    Milczałam. Jego powody wydawały mi się dziwne. Gdyby naprawdę mnie kochał nie uciekałby tak i pozwoliłby mi wytłumaczyć. Ale może wymyślam. Z drugiej strony jest już tak od kilku miesięcy, a ja nie wiem czy czuję się szczęśliwa. 

Jacop uwolnił mnie z ucisku i wziął moją rękę.

- Chodź, kupię ci hot noga

    Pozwoliłam mu się zaprowadzić do straganu.







  • *:・゚✧(ꈍᴗꈍ)✧・゚:
  • *:・゚✧(ꈍᴗꈍ)✧・゚:*  *:・゚✧(ꈍᴗꈍ)✧・゚:*
Rozdział 2 skońcozny its getttin KREJZIEH pls help me

1 komentarz: