Rozdział 3
Nikola pov:
Lara rzuciła piłkę o ścianę już tysięczny raz dzisiaj i złapała ją z gracją. Jej zadanie domowe z logarytmów leżało nietknięte na stole. Westchnęłam.
- Słońce, przestań już rzucać i zajmij się matematyką- powiedziałam.
- Ale mamo, muszę ćwiczyć na naszą nadchodzącą misję! Matematyka jest teraz nieważna, poza tym pani Nadkrólewicz i tak nie chce postawić mi 5 za mój ładny zeszyt!
Ah, no tak. Misja. Dziewczynki mówią o niej od miesięcy. Była finałowym aktem, który miał zniszczyć Efę raz na zawsze za jej przeszłe poczynienia. Miała zginąć za swoje haniebne zachowania z przeszłości. Nadal pamiętam, jak zepsuła mój biedny długopis, nie oddała Akacie pięciu złotych i obraziła biedne brwi Lary. Należało, by zapłaciła.
Ułożyłyśmy plan ślęcząc nocami podczas projektowania wioski w MyCrafcie. Nie był skomplikowany- miałyśmy ukraść jej najdroższą posesje, a dokładnie: podpisaną przez Stefę Mayor oryginalną książkę ,,Świt’’. Wiedziałam, że ceni ją nad życie. Gdy ją odbierzemy, nie zostanie jej nic.
Do kuchni weszła Akata. Niosła ze sobą przynajmniej 7 kubków przetrzymywanych w pokoju i resztki F R O G G Y bread, który pomogłam jej upiec wcześniej w tym tygodniu. Jej kieszeń od bluzy dziwnie się ruszała i rechotała co jakiś czas. Miałam tylko nadzieję, że jej froż jest szczęśliwy. Ukrywała go przed nami od miesięcy, a ja nie wiedziałam jak jej powiedzieć, że już zaakceptowałam go jako członka rodziny. Czasami nawet oddawałam mu nieudane wypieki, gdy siedzieliśmy długimi nocami podziwiając księżyc z małego okienka w naszej piwnicznej bazie.
Larry pov:
Widziałem wyraźnie, że Efa była przygnębiona. Smętnie przesuwała widelcem po swoim prawie pełnym talerzu, a jej karmelowo-dyniowo-czekoladowe macchiato stało nietknięte.
- Co tam?- zapytałem zmartwiony. Wcześniej odpowiadała mi o swojej dramie z Jacobem. Wydawało mi się, że kompletnie dramatyzował. A jeśli mówiłem to ja, to już musiało coś znaczyć.
- Ehhh nic- odpowiedziała raczej nieprzekonująco. Spojrzałem w jej kryształowe oczy. Widać było, że coś ją gnębi. Po chwili poddała się i zaczęła opowiadać.
- Mam wrażenie, że nie mogę czuć się szczęśliwa. No wiesz, niby mam Jacoba, ale… Sama nie wiem. Zawsze myślałam, że moje studenckie życie będzie takie super- codziennie jakieś wyjścia, rozwijanie pasji, koncerty…. zawsze chciałam grać na gitarzę i co z tego wyszło? DUpA.
Przestała mówić i wróciła do tępego patrzenia w przestrzeń. Zastanowiłem się. Wiedziałem, jak mogę jej pomóc, choćby przez chwilę.
- Wiesz co? Mój znajomy występuje dzisiaj w tym pubie w mieście. Chłopcy fajnie grają, a do tego są nawet nawet- mrugnąłem do niej.
- Sama nie wiem….
- No weź! Będzie fajnie i nareszcie oderwiesz się na moment od tych swoich zmartwień. Poza tym wcześniej pójdziemy do mnie i pokażę ci mój nowy booty guru makijaż.
Mimo słabych protestów zlapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem do mojego apartamentuu. Efa dała się zaprowadzić i usadzić na stołek przed moją podświetlaną toaletką, gdzie zrobiłem jej super mejk ap luk.
(tak wyglądał jej makijaż)
Wyjąłem z szafki zapasowe ubrania Efy, które zawsze trzymała tu na wypadek nagłych planów. Wyjąłem parę spranych jeansów o wysokim stanie, koszulkę z logo jej ulubionego zespołu i czarny choker, który idealnie dopełniał cały look. Sam szybko się przebrałem. Byliśmy gotowi wyjście.
Efa pov:
Weszliśmy do przyciemnionego pubu. W jednym rogu rozstawiona była niska drewniana scena. Na której sprzęt rozkładali członkowie kapeli. Zajęliśmy z Larrym dobre miejsca w pierwszym rzędzie. Widziałam całą scenę idealnie. Mężczyzna w blondzie, który chyba był wokalistą, właśnie kończył walkę z kablami. Gdy zaczął mówić cała widownia zamilkła.
- Hej, tu Burt Bobbein i miło was tu dzisiaj widzieć. Rozpoczniemy naszym starym kawałkiem. Wiem, że wszyscy go znacie, śpiewajcie z nami!
Banda rozpoczęła spokojną melodię a tłum od razu się ożywił. Zaczęłam słuchać.
She eyes me like a Pisces when I am weak
I've been locked inside your Heart-Shaped box for weeks
I've been drawn into your magnet tar pit trap
I wish I could eat your Cancer when you turn back
Gdy Burt skończył śpiewać pierwszą zwrotkę skupił swój zbłądzony wzrok i nagle nieoczekiwanie spojrzał prosto na mnie. Czas jakby stanął. Minęła maksymalnie może jedna sekunda, ale ja patrząc w jego błękitne oczy wszystko zrozumiałam.
Mój związek z Jacobem tylko mnie więził, byłam zamknięte w pudełku jego serca. Ale ja chciałam więcej. Chciałam poczuć coś nowego, chciałam poczuć się wolna, a nie uwięziona przez cały czas. Chyba wiedziałam, co muszę zrobić.
Resztę koncertu pamiętam jako wielką niewyraźną plamę. Kołysłam się z tłumem, skakałam i machałam rękami, a gdy ostatnia nuta utworu rozbrzmiała wiwatowałam razem z reszta. Ukradkiem otarłam łzę w kąciku oka, tak aby Larry nie zauważył. Nie chciałam, żeby myślał, że znowu jestem smutna, bo nie byłam. Czułam się dziwnie wolna. Nic już mnie nie trzymało. Wszystko było wspaniałe.
Larry krzknął coś do mnie, ale nie słyszałam nic przez hałas robiony przez publiczność. Po chwili złapał mnie za dłoń i zaczął prowadzić w kierunku drzwi za sceną. Czyżby chciał wyjść wcześniej? A może po prostu znowu postanowił, że to czas włamać się do barowej kuchni i pokazać im, jak się robi prawdziwe brytyjskie fisz ‘en czips? Już raz próbował, ale jedyne, co udało mu się uzyskać, to wieczny ban dla mnie i dla niego do choćby zbliżania się do lokalu. A szkoda, bo mieli tam dobre hotdogi.
Po chwili znaleźliśmy się na backstagu. Muzycy siedzieli na skrzynkach i popijali po występie, a ja nie miałam pojęcia, co tam robimy.
Larry podbiegł do perkusisty i objął ramionami jego szyję. Zostałam tam stojąc niezręcznie przy drzwiach ignorowana przez wszystkich. Skupiłam swój wzrok na pobliskim skrzyniach muzycznych gdy nagle usłyszałam głęboki głos.
- Co takiego pomyślałaś, gdy spojrzałem na ciebie wtedy?- zapytał Burt majstrując przy swojej gitarze.
- Wiem, że to może być głupie, ale… uświadomiłam sobie, że jestem wolna i… po prostu poczułam się tak szczęśliwa. No wiesz, coś jak ta Nirvana u buddystów.
Burt nagle wyciagnął notes z kieszeni i zaczął pisać. Zdezorientował mnie.
- Co robisz?
- Zapisuję propozycję nazwy naszego zespołu- widząc moje dalsze zdziwienie, pokazał mi ręką, żebym podeszła.
Trzymał w dłoni listę powykreślanych wyrazów, które najwyraźniej były propozycjami nazwy jego grupy.
Burt pochylił się do mnie, a ja czułam jego oddech na swoich wargach. Nagle uświadomiłam sobie, że mimo tego, że ja czułam już się wolna i gotowa zacząć od nowa, to nie powiedziałam nic Jacobowi. Mimo tego, że ostatnio słabo nam szło jako parze, to nadal zasługiwał na przeprosiny i oficjalny break-up. Odepchnęłam go i wstałam gwałtownie.
- Hmm.. jednak nie tak wolna jak mi się wydawało- powiedział Burt z uśmiechem, jakby spodziewał się, co miało się wydarzyć.
Szybkim krokiem podbiegłam do drzwi i weszłam do głównej części pubu, gdzie pozostały resztki ludzi uczęszczających koncert. Zebrali się w małe grupki rozmawiając i śmiejąc się, korzystając z uroków życia.
Wyszłam na zewnątrz i oparłam się o zimny beton ściany. Niebo było czarne jak heban, a para opuszczała moje usta w małych chmurkach. Jutro porozmawiam z Jacopem. A potem będe robiła wszystko, co chce.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń